Magazyn koscian.net
2006-04-05 09:08:41Patron w krótkich spodenkach

W piątek, 31 marca, Muzeum Regionalnemu w Kościanie nadano uroczyście imię doktora Henryka Florkowskiego
Muzeum powstało dzięki jego determinacji. Tego dnia otwarto też wystawę poświęconą patronowi. - Staraliśmy się pokazać doktora nie tylko takim, jakim go pamiętamy, zatopionego w lekturze między stosami książek, ale i w krótkich spodenkach – mówiła Magdalena Lajszner, dyrektor Muzeum Regionalnego w Kościanie im. Henryka Florkowskiego.
Uroczystości związane z nadaniem imienia dr. Florkowskiego muzeum rozpoczęto już o godz. 10. rano. Na grobie zmarłego w 2004 roku doktora złożono kwiaty. Potem odbyła się msza św. w intencji patrona, a w samo południe przed ratuszem burmistrz Jerzy Bartkowiak przekazał akt nadania imienia muzeum.
- Spotykamy się w przeddzień dwudziestej piątej rocznicy podjęcia uchwały o ustanowieniu muzeum i w rocznicę decyzji o nadaniu mu imienia doktora Florkowskiego. Na sesji 30 marca 2005 roku Rada Miejska Kościana podjęła uchwałę w tej sprawie. Nikt tak jak doktor Florkowski nie zabiegał o powołanie muzeum – mówiła dyrektor Lajszner.
Sylwetkę doktora przedstawił szef Rady Muzeum Józef Świątkiewicz. Ciepłych słów i wspomnień o doktorze było tego dnia sporo. Przed ratuszem zebrało się około sto osób. W uroczystości udział brali dwaj synowie doktora – profesor Wojciech Florkowski i profesor Andrzej Florkowski oraz inni członkowie rodziny. Przybyli przedstawiciele władz samorządowych, członkowie Towarzystwa Miłośników Ziemi Kościańskiej, któremu doktor Florkowski przez lata prezesował, lekarze. Zebranych przed Ratuszem dyrektor Lajszner nazwała ,,przyjaciółmi doktora’’. Tłum nie mógł zmieścić się w zielonej sali muzeum, gdzie przygotowano wystawę poświęconą patronowi. A oglądać jest tam co.
- Dla nas z bratem to wyjątkowa uroczystość. Do muzeum trafiła nasza prywatność – powiedział ,,GK’’ Andrzej Florkowski. - Na przykład przedmioty darowane muzeum przez naszego ojca, które leżą w tej gablocie, były częścią naszych dziecięcych zabaw. My się tym po prostu bawiliśmy. Zaprezentowane tu zdjęcia, to dokumenty z naszego życia. To bardzo dziwne uczucie oglądać swoją prywatność z gablotach.
Jak ocenił Andrzej Florkowski, doktor Florkowski pewnie byłby speszony uroczystością przygotowaną na jego cześć. Był bardzo skromny i unikał ceremonii.
- Pamiętam go takim, jakim był i dla członków Towarzystwa Miłośników Ziemi Kościańskiej. Zawsze motywował nas, nakłaniał do podejmowania ciągle nowych wyzwań, rejestrowania i opisywania rzeczywistości. Nawet zwykłe zdjęcie rodzinne może mieć wielką wartość - mawiał mi. Miał rację. Oglądam stare zdjęcia i jestem pod ich wrażeniem, to dokumenty czasu, ale nade wszystko dobre fotografie – opowiada profesor Akademii Sztuk Pięknych Andrzej Florkowski. (Al)
GK nr 14/2006